wiersze ktore lubie - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

wiersze ktore lubie

Wiersze

Studnia
W rozzłocone, słoneczne, omdlałe południe,
Gdy pracownicy pola w dom śpieszą, a błonie
Opustoszeją z ludzi, ponad starą studnię
Trwożna dziewczyna idzie patrzeć w ciemne tonie.
  Pochyla się nad głębią i cichymi słowy
  Szepce w mrok, a jej piersią wstrząsa lęk niezmierny.
  A szept leci wzdłuż ściany omszałej, pionowej
  I z lekkim pluskiem na dno upada cysterny.
W dole, w głębokiej wodzie wstają blade cienie,
Spojrzą w górę i szeptem dziewczynie odwtórzą,
Patrzą w jej twarz miłośnie i na jej skinienie
W czarne zwierciadło śpiącej wody się zanurzą.
  Dziewczyna spuszcza z wolna w ciemną studnię wiadro -
  I czeka... A po chwili nurki jakiś złoty
  Skarb niosą, jakieś cudne kwiaty, których nadrą
  Na dnie w porostach wodnych, i dziwne klejnoty.
W wiadro je kładą, znaki dają potajemnie
I dziewczyna wyciąga wiadrem cud po cudzie...
Nagle nurki się kryją w wód drzemiących ciemnie...
Dziewczyna pierzcha w dali... Nadchodzą już ludzie...
  Wypoczęli i biegną spragnieni nad studnię,
  Lecz nie szepcą w nią z lękiem, brzmi tylko śmiech młody...
  Nie zjawi się cień nurka. Na dnie mrok, bezludnie...
  Ciągną wiadro... lecz nie ma w nim już nic prócz wody.
Leopold Staff   

Pioseneczka
Kto mi odda moje zapatrzenie
i mój cień, co za tobą odszedł?
Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
jak rośliny - są coraz młodsze.
  I niedługo już - tacy maleńcy,
  na łupinie z orzecha stojąc,
  popłyniemy porom na opak
  jak na przekór wodnym słojom.
Czerwień krwi dziecinnie się wyśni
jako wzdęte policzki wiśni.
Metal burz się wywiedzie na nowo
zapienioną dmuchawca głową.
  A łez grzmot jak lawina kamieni
  w małe żuki zielone się zmieni
  i tak w wodę się chyląc na przemian
  popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
tylko płakać będą na ziemi
zostawione przez nas nasze cienie.
Krzysztof Kamil Baczyński  
  

Deszcze
Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.
Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej
bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?
w ogrody wód, w jeziora żalu,
w liście, w aleje szklanych róż.
I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.
A ty u okien jeszcze marzysz,
nagrobku smutny. Czasu napis
spływa po mrocznej, głuchej twarzy,
może to deszczem, może łzami.
I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.
I to, że winy niepowrotne,
a jedna drugą coraz woła,
i to, jakbyś u wrót kościoła
widzenie miał jak sen samotne.
I stojąc tak w szeleście szklanym,
czuję, jak ląd odpływa w poszum.
Odejdą wszyscy ukochani,
po jednym wszyscy - krzyże niosąc,
a jeszcze innych deszcz oddali,
a jeszcze inni w mroku zginą,
staną za szkłem, co jak ze stali,
i nie doznani miną, miną.
I przejdą deszcze, zetną deszcze,
jak kosy ciche i bolesne,
i cień pokryje, cień omyje.
A tak kochając, walcząc, prosząc
stanę u źródeł - studni ciemnych,
w groźnym milczeniu ręce wznosząc,
jak pies pod pustym biczem głosu.
Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.
Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.


21 II 1943 r.
Krzysztof Kamil Baczyński  

Na brzegu
Siedząc w ciszy wieczorem na wysokim brzegu
Mojej rzeki, sąsiadki, o zachodzie słońca,
Chcę pomarzyć, oderwać się od myśli biegu,
Przenieść się wyobraźnią w przestrzenie bez końca.

A u źródła inna rzeka połączyła wody
Z tobą, rzeką królową, w majestacie cudnym.
Była ze mną w dzieciństwie i na pewno wtedy
Nie widziałam siebie w jej zwierciadle złudnym.

Kto planował me życie, kto układał fakty?
Które potem  ciążyły jak kamień na piersi.
Poddana złym myślom, weszłam z diabłem w pakty,
Aby dumę ratując, żyć w poprawnej wersji?

Kto planował me losy, kto układał role?
Których odegranie było życia sensem.
Nie dam się złym myślom, wypalę je w sobie,
By ratować dumę – tworzę nową wersję.

Stoję sama na brzegu, bryza marszczy wodę,
Komu mogę powierzyć smutki oraz myśli.
Tylko pień gruby sosny słyszy głos mój, kiedy
Wrzucam w wir potok słów, ogień nierozbłysły.

BO 2012


Erotyk
Jakże nie kochać oczu twoich,
w których ujrzałam niebo całe.
Niebo słoneczne i gorące,
twoje spojrzenie poufałe.

Chcę w twoich oczach ujrzeć siebie,
Trochę radosną, trochę senną.
Przez kalejdoskop oczu barwny
Zajrzymy w nieba toń bezdenną.

Ach, nie zamykaj oczu źrenic,
Bym mogła tonąć w niebie całym.
Jestem spragniona wzroku twego,
Przekazu uczuć… doskonałym.

BO kwiecień 2013

Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego