wiersze "Marty" - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

wiersze "Marty"

Ciekawi ludzie > Wiersze

Umieszczone tu wiersze napisała moja koleżanka szkolna ze Szmulek występująca pod pseudonimem "Marta".
Dlaczego pod pseudnimem?
Są ludzie którzy wstydzą się swojej twórczości, może boją się oceny?
Nie wiem - ale te wiersze mnie się bardzo podobają.
Dlaczego u mnie?
Bo to ja namówiłem.
A która to na tym zdjęciu obok?
A zgadnijcie

Czereśniowy sad
Cień i Zachód'  przysiadły w czereśniowym sadzie
O świcie, gdy jaskółka wystrzeliła z niszy
Cicho sobie szepczą
W niebo spoglądają
I nikt ich nie słyszy.
W południową porę pod osłoną drzewa
Cień rozłożył się w trawach ukryty przed żarem
Zachód w gąszczu przycupnął
Mruży oczy, śpiewa
Z korzeniami nucą cichutką pieśń
Gdy wieczorna mgła kirem
Zieleń sadu przykrywa
Ożywczego moc chłodu spija z liści Cień
Prężąc cielsko wężowe do drzwi chaty się wsuwa
A po jego śladach
Zachód wkracza w  sień.

Za późno
Za trudno głowę podnosić gdy ociężała
Za późno kapelusz słomiany wdziewać gdy lato przeszło
Na próżno wody pragnionej żądać gdy źródło wyschło
Żałosne mizdrzyć się przed lusterkiem które rozprysło
I po cóż walczyć i więzy zrywać gyy rozluźnione
Płakać daremnie gdy przeszło obok niespełnione,
Nie warto walca odtańczyć bez orkiestry gdy sala opustoszała
I w świat przez morze wyruszać gdy łódka wody nabrała
I tylko szykować się już czas zabierać czas
I czarne wyjmować suknie
I szal założyć na drogę przez las
Nim dłonią chłodną ściany dotkniesz.


Tworzenie
Zaszumiało, zawirowało, ucichło
Aż raptem zagrało
Spowite zasłoną mgielną
Rąbek jej uchyliwszy
Ożyło, rozkwitało
Różą przepyszną - elegancji kwiatem
Nim zwiędło w słońcu
Ale w sercu złotem i echem zostało
Marta 99


Obrazy nieba
Marmurem z Carrary
Niebo kryptę zamyka
I powiew szary mgły kolan dotyka
Podziemi korzeniami
Które już chwytają
Aby wchłonąć w macierzy wieczystej odmęty
Oddech szeroki - polom odebrany
Horyzont daleki
Świeży zapach mięty
Zdeptanej bosymi stopami
Całe życie /98/

Marszczyło wody mórz niespokojnych poruszenie
Kiedy nad brzegiem z wolna przechodziły cienie
Siedmiokrotnym echa poszumem i oczu obrazem – żyło
Kiedy tak szliśmy z wolna za sobą , i razem
Siedem powrotów ożyło w pamięci westchnieniach
Aż do chmur wezwane śród ciemne j tęsknoty
Wahające fale niebieskie ułożyły sploty
na licu dzieła
i dziełem się spełniły
I znieruchomiały
Zagadką dla świata, a dla nas
Konduktem żałobnym stężały
Ikara skrzydłom odjęte pióropusze nieba
Legły na fali kryjąc niezbadane głębie
A ludzie patrzą na To i głaskają wzrokiem
W sztukę zaklęte , z nieba opadłe w ramy
Znane pióra gołębie

Zamiast pozwu Bemowo Lasek 15 I 91


Moja dusza
Moja dusza
W słonecznym splocie tkwi
Czasem się porusza
Ale przeważnie śpi.
Moje ciało -buntu zarzewie
Zawsze w potrzebie
Okoniem staje
Duszy się nie poddaje
I wieczna kłótnia trwa
Raz anioł wzlata w górę
Nerwowo skubiąc pióra
To znów na ziemię wraca
Jak spadająca raca
A pod białe koszulę lubieżnie chwostem obraca
I loków złotych tren
Misternie nad czołem trefi i spina
Czarne różki pod nimi skrywa
Ładna z niego dziewczyna
I oto ciało
Pręży się i tańcuje
I plany duszy psuje
A ta dusza
W dołku mnie ściska i szarpie
Jak harpie
Strzępy z ciała wyrywa
mściwa.



Kara
Ach biedna, nędzna dusza, na zawsze stracona
Która pokocha demona.
A jakie serce obolałe
Gdy nogi z rozkoszy omdlałe.
A jakie zaślepione oczy
Gdy barwy zmienił świat-
A rozum toczy trupi jad,
A szatan tryumfy święcąc
Od Belzebuba zapite przyjmuje jak hostię - klęcząc,
I piekło się raduje
Bo potępiona dusza
Schodami w ciemność rusza
Posłuszna Panu swemu
Który ją dosiadł - jak klacz
I biczem smaga
I razem w szaleńczym galopie
Doliny przemierzają
Lecz jakieś smutne twarze mają,
7X97


Oho!
Już szara, lita zgraja
grajków
Instrument swój nastraja
Do marszu grać gotowa,
Każdemu piewcy tła użycza
I przytupuje w takt ..
Zagłusza szmery wiatru w trawach Zakrzyczy ptaka śpiew
Grzmot burzy niknie w gromkich brawach Nie słychać szumu drzew.
Do tańca tłum taneczny woła
I wznieca z obłędnego koła
Gromki chóralny śpiew.
I na całego trwa zabawa
I tylko w kątach gdzieś, niemrawa
Jak słaby świeczki błysk
Pieśń fortepianu się przebija
Co tylko echem w ścianach żyje
Albo fujarki pisk.

Jesień 97 Marta


Dlaczego ?
Dlaczego myśl moja
Takim szerokim gościńcem chadza ?
Dlaczego wędruje równo traktem przeludnionym ?
Czemu zbłądzić się boi,
I zagłuszona gwarem
Obok nie słyszy
Przechodzącej ciszy ?
I twarzy nie widzi w krajobrazie gór szarym ?
Dlaczego z myślą Twoją spotkać się nie może ,
I na poboczu drogi przystanąć się lęka ,
Aby sił nabrać do biegu nagłego
Żeby twoją dogonić
Zaczepić
Zagadnąć
Na chwilę powstrzymać
Zapytać
Odgadnąć ?
I dlaczego łzy moje, kiedy zbłądzę w drodze Jedynie śmiech, lub gniew Twój odnajdywać mogą ?
A moja radość, gdy w strumieniu brodzę
Wodospad nagły spotyka
I czeluści głuche
Które ją nagle dławią ?
A kiedy myśl Twoja ciemnym borem przemyka
Czy nie spojrzy w górę
Aby skrawek słońca uchwycić przez moment?
Gdy zamiast puszczyka
Usłyszy wilgi świergot
Który tajemnicę lasu psuje ,
Czy wtedy kamień chwyta?
Aby wilgę zabić ?
Więc dlaczego nie można?
Dlaczego nie trzeba ? Czemu nieosiągalne,
I niezrozumiałe ?
A moja potężna fala spiętrzona na skale
Czy cofnąć się musi i skały nie skruszy?
Demon wyklęty
Który skrycie walczy
I każdą słabość łowi w sidła, psuje
Dobro ratuje.
I przed miernotą marności - ocala Sam z siebie ofiarę czyniąc w nicości
Nieszczęsny i wielki
Obrońca Boskości.
Szatan potężny
Groźny dla małości
Skryty
Niebezpieczeństwa skryto
ścią powiela
Ale zataić " piękne ", do końca nie umie
I nie chce •.
Ono postać? l rysy mu wybiela
Aby miał wabić czym ofiary marne
Żałosne
Pozorów jedynie spragnione
Nędzne , wielkości Jego niewarte
Od zaistnienia zatracone
Jałowa moc - słabością Demona
Nuda go toczy,
A w duszy skrywana
Żarliwość pragnienia niemocą trawiona
Aby rywala dostąpić ..
I drżąc namiętnym wszystkiego ryzykiem
Nareszcie wielkości swojej przeciwnikiem
I odwrotności wiernym towarzyszem

Perła
W darze za mocy umęczonych zdroje
Zapożyczone tchnienie Ducha
Z mroków bezdennych wydobywa swoje
Omszałe muszle , artystyczne zwoje
A w uchylonych pancerzy okowach
Księżyca blaskiem perła gra matowa
Lecz wraz z ofiarą krypta ją pochowa
W skurczu odwrocie tajemnym
Gdy poławiacza ręką niecierpliwa
Na plaży piach jej nie wydobywa
Bo szczęścia zbrakło
Bo czasu chimera
W koronie gwiazdy jej nie osadziła
By życiem swoim z życiem gwiazdy żyła
I Perłą była.


Bajka : Dwie Bestie
Bestia i Bestia dostrzegły siebie
A wokół cisza w zamarłej głuszy,
I wywabione pustką niemą
I wypłoszone wyciem duszy
W ogrodu tunelach nocnego splątanych
Nagle zwierciadło odkryły
I w obraz magiczny w jego czeluściach
Błyszczących oczu czworo utkwiły.
A Piękna jak mgła obok przemknęła
A ślepia Bestii zastygłe w sobie
Nawet nie drgnęły.
Wargi śliniąc przebrzydłe
Stały tak wieki całe
Czekały
Nic nie wiedziały
Aż którejś burzliwej nocy
Z hukiem zwierciadło rozprysło
Bestię w ramiona -Bestii .bryzgając
Strzaskane ogromem spojrzeń ich mocy
I dusze ich się splątały Królewną i Księciem powstały.

16.VII-.98


-------------------------------
Gdy zabrzmi w Twoim Domu
Cisza natarczywa
A cienie przy świecy niepewnym migocie
Przeszłość -jak dym rozwianą odtańcują w kącie
Lub w przedsionku się stłoczą-pokoju chłodnego
Do którego zawsze przenieść się wzbraniałeś
Smugami rozwleczonymi po brudnym ekranie
Przed załzawionym okien;stary film -ożyje
Powstanie zapomniany spektakl odegrany
Gdzie główną rolę grałeś...
Żałobnie zawyje przeciągła syrena
tęsknoty.
A wtedy na szarej ściany firmamencie
Zawiesisz stężałe oczodołów cienie
I nie zechcesz więcej
Grac na pustej scenie
A poza nią roli dla ciebie nie będzie'
La comedia finita .7X97

Przed zmierzchem
Przed zmierzchem
Niebo rozwiewa przed oczami
Zasłonę
Niby krwi smugami
splamioną
Jakież wojny kryje
w zaświatach
W których zorze płoną
słońcu na przekór ?
A nocą?
Nocą gwiazda spada
Jakieś nieszczęście zapowiada
Odwiecznym upadku lotem.
Czasem poświata trupio-blada
Księżyca
Mgłą osiada
Na gwiezdnym pogorzelisku.
A rankiem?
Szaro-czarnym splotem
dnia z nocą-
Świt - usiłuje nadzieja wskrzesić
Lecz szczelnie ciągle osłania
Chmurna kotarą tajemne światy
Nawet - gdy słońcu się kłania.
A po tej stronie?
Tęsknice nadal wstają
I pod muślinem rozpiętym grają
pieśni tłumione
A śmiałe wyzwania z nich zrodzone
Sztyletem wyobraźni prują
Nieba zasłonę
19V97


Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego