Trzy kilometry za Garwolinem... - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Trzy kilometry za Garwolinem...

Wiersze
Od tamtych wydarzeń minęło ponad osiemdziesiąt lat - a wiersz jest znany do dziś. Przed wojną mówiono o tym wierszu "dziadowska piosenka" lub "dziadowska ballada" bo ci co chodzili po prośbie śpiewali tę piosenkę. Autorami wiersza są Janina Paduchowska i Władysław Kąkol.

Kilkakrotnie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku spotkałem się z tym, że znali ten wiersz /piosenkę/ ludzie w Warszawie! Zachowałem oryginalną pisownię wiersza..

STRASZNA ZBRODNIA BIERNACKIEGO I KARCZMARCZYKA POPEŁNIONA NA KALECE TALARZE W RĘBKOWIE POD GARWOLINEM
Na brzegu wioski w bogatej chacie
Żyła rodzina szczęśliwa,
Jedyna córka, matka i ojciec
W wszelkie dostatki opływa,
Trzy kilometry za Garwolinem
Jest wioska, Rębków się zowie,
Świeża, pachnąca bzami, jaśminem,
Kwitnąca szczęściem i zdrowiem.
Bardzo wesoło żyją tam ludzie,
Do szczęścia nic im nie trzeba,
Lecz są i tacy, co w ciężkim trudzie
Pracują na ten kęs chleba.
Takim był właśnie Bolesław Talar,
Co szukał pracy u ludzi,
Aby wyżywić matkę staruszkę,
Która co rano go budzi.
U Biernackiego huczy maszyna,
Bo młockę dzisiaj zaczęto,
A przy maszynie Bolko się zwija,
Którego właśnie najęto.
"Hej, prędzej prędzej!" - Biernacki gania
"Cóż tak ostrożnie pracujesz?
Ty, jedynaczko, idź do mieszkania,
Bo sobie rączki pokłujesz."
Wtem krzyk okropny przeszył powietrze,
Upada Bolko zemdlony;
W trybach maszyny ręka zmiażdżona,
On cały we krwi zbroczony.
Długo się leczył leżąc w szpitalu,
Długo boleści łzy cieką:
Rękę odjęto, opuścił szpital,
Wrócił do domu kaleką.
I rzekł ze łzami do Biernackiego:
"Nie przyszłem po zapomogę,
Tylko zwróć koszty leczenia mego
Ja już pracować nie mogę."
"Nie dam grosza ani jednego!
Twą dolą się nie przejmuję.
Idź dokąd zechcesz. Precz z domu mego!
Precz! Bo cię psami wyszczuję!
Skarż mnie do sądu! I szkoda gadać,
Jeśli nie szczędzisz zachodu.
Jam człek bogaty, dam sobie radę,
Ty zdechniesz z nędzy i głodu."
I sąd mu przyznał koszty procesu,
A także koszty leczenia,
Ale Biernacki zaciął się w sobie
Miał serce jakby z kamienia.
I rzecze szeptem do Karczmarczyka:
"Dam ja ci setek niemało.
Niech z ręki twojej zginie kaleka
I sprawę zatrzyj tą całą."
A choć Karczmarczyk młody, bogaty,
Jednakże myślał niewiele:
"Prezenty kupię dla swej bogdanki,
Za tydzień moje wesele."
Żenił się właśnie z córką dziedzica,
Hożą, przystojną dziewczyną,
Co go kochała sercem dziewiczym,
Miłością wielką, jedyną.
Przyjął pieniądze z rąk Biernackiego,
Wziął na się rolę Judasza:
Pod płaszcz odświętny ukrył siekierę,
Nucąc wesoło "Czardasza".
Poszedł do Bolka, ścisnął dłoń jego
I rzekł mu słowa te krótkie:
"Takim szczęśliwy. Hejże, kolego,
Pójdźże dziś ze mną na wódkę!"
Szli do bufetu tuż stacyjnego,
W sercu planował już zdradę:
Wódką upoił nieświadomego,
Sam zaś pił lemoniadę.
I wyszli razem gwarząc wesoło.
Bolko do domu wprost zmierza,
Gdy w tym Karczmarczyk zdradziecko w głowę
Ostrzem siekiery uderza.
Ranny, krwią brocząc, na ziemię opada:
"Ach, com ci winien, kolego?
Życie mi daruj! Przecież ci nigdy
Nie uczyniłem nic złego."
"Próżno ty Bolku, błagasz litości,
Wiem ja, co robię... nie błądzę
Oto dziś rano za głowę twoją
Dał mi Biernacki pieniądze".
" Żegnaj mi, słońce, żegnajcie kwiaty,
Zegnaj mi świecie szeroki.
Ty, matko moja, ujrzysz już tylko
Zmasakrowane me zwłoki".
Do Biernackiego Karczmarczyk bieży,
Skrwawioną niosąc siekierę:
"Oto zabity w kartoflach leży,
Zgasła już życia iskierka."
Biernacki właśnie wrócił z kościoła
I w ręku trzymał różaniec,
A gdy usłyszał tak straszne słowa
Cieszył się jednak bez granic,
Krwawe swe dłonie ściskali długo,
Radosną wieścią przejęci,
I rzekł Biernacki: "Za tę przysługę
Wdzięczny ci będę do śmierci."
"Nie trzeba mi tu grzeczności prawić,
Dopłać mi resztę i basta!
Umyję ręce, zaraz się bawić
Wesoło idę do miasta."
Z piosenką na ustach, z czołem wzniesionym
Wszedł w miasta gwarne ulice,
Krwawymi dłońmi ściskał znajomych
Podane sobie prawice.
Bawił się w klubie, bawił noc całą,
Nie myśląc o swej ohydzie
Gdy już nad ranem wykryto ciało,
Policja trop w trop już idzie.
A gdy Karczmarczyk za kratą siedzi,
Bolka prowadzą do grobu;
Z krzyżem Biernacki idzie na przedzie,
Ciężką okryty żałobą.
"A gdybym wiedział, kto tak okrutnym
Był dla biednego kaleki,
Tego bym nawet sam tak ukarał,
Że popamiętałby na wieki."
Lecz nie pomogła obłudna maska
Ani wykrętne sposoby,
Wkrótce w kajdany zakuto ptaszka,
Przed sąd stawiono ich obu.
Karczmarczyk nisko pochylił czoło,
Gdy szedł zakuty w kajdany,
Biernacki czelnie kłaniał się w koło,
Znajomym licznie zebranym.
Pan prokurator kary się śmierci
Domagał na tych morderców,
Co nad kaleką tak się zemścili,
Litości nie mając w sercu.
Karczmarczyk będzie do końca życia
W ponurej celi więziony,
Ludwik Biernacki przez lat piętnaście
Nie ujrzy domu ni żony.
I spoglądają na ten świat Boży
Wąskim okienkiem swej celi,
A zaś co rano pod okiem straży
Na krótkie chodzą spacery.
I gdy Biernacki idąc na przedzie
Ponury pochód otwiera,
Karczmarczyk za nim klnąc i złorzecząc
Szatańskim okiem spoziera.
Leżący kamień pochwycił w rękę-
Ćwierć to sekundy nie trwało:
"Masz, Lucyferze, za moją mękę,
Za przyszłość zniszczoną całą!"
Pada Biernacki a z piersi jego
Okrzyk wyrywa się dziki-
Ciężkim kamieniem głowa zmiażdżona,
Aż mózg opryskał trawniki.
"Ty mię nauczył, jak mam zabijać,
Więc nie zadrżała mi ręka;
Ze swego ucznia dumny być możesz
Od razu czaszka ci pękła!"
Nie chciała żona ani rodzina
Zająć się jego pogrzebem,
Bo jakże złożyć ciało mordercy
Pod krzyża święconym drzewem.
I pochowano tam Biernackiego,
Gdzie leżą ciała skazańców,
A nikt nie płakał nad trumną jego,
Nikt nie odmawiał różańców.
Bolka mogiłę kwiaty pokryły,
Cmentarne zioła i trawy;
Biernacki w ziemi, a sam Karczmarczyk
Ponownej czeka rozprawy.


--------------------------
Ciekawostką jest to, że Biernacki najpierw próbował namówić do zabójstwa miejscowego hulakę Sęka. Znany był on z licznych burd i bójek ale nie podjął się zabójstwa - co innego bić się a co innego mordować. Sęk nawet wziął zadatek za zabicie Bolka ale kupił sobie spodnie w kratkę i ani myślał zabijać. Ponaglany odpowiedział Biernackiemu: a co mi zrobisz? Sam zabij.
Dlaczego zgodził się Karczmarczyk? Był bogaty więc co go skłoniło? Lubiał błyszczeć? Z tego co wiem to był to taki człowiek co własnego ojca okradał w młodości, żeby móc imponować pieniędzmi. No cóż - nawet w najlepszej rodzinie może trafić się czarna owca.
----------------

Może nie powinno się po latach przypominac tamtych zdarzeń? Może wnukom, prawnukom będzie przykro? Minęło tyle lat, że to już tylko historia która nie obciąża nikogo z żyjących.
Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego