Stoczek Lukowski - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Stoczek Lukowski

Opowiadania

Stoczek Łukowski
Dziś już niewielu pamięta jak wyglądały autobusy PKS-u które starały się utrzymać komunikację w latach pięćdziesiątych. Przód tych autobusów przypominał dzisiejsze ciężarówki używane do ciągnięcia naczep. Silnik wysunięty był do przodu i na błotnikach przyczepione były takie śmieszne wystające pręty zakończone lizakami które miały ułatwiać kierowcy ocenę szerokości możliwego przejazdu przez zwężenia. Czy pomagały to ja nie wiem ale na pewno trzęsły się i wtedy gdy autobus jechał i wtedy gdy stał
a silnik pracował.
Takim autobusem jechałem z matką jako dzieciak z Siedlec do Garwolina. Autobusy jeździły w tamtych czasach rzadko więc najczęściej były wypełnione do granic możliwości. W Stoczku Łukowskim - tym z piosenki "grzmią pod Stoczkiem armaty..." przebudowywano przejazd przez tory. Dokładnie to budowano wiadukt i zmontowano tymczasowy przejazd dołem po torach.
Kierowca autobusu znał dokładnie możliwości pojazdu którym mu przyszło kierować więc przed przejazdem kazał wszystkim wysiąść i przejść na piechotę na drugą stronę torów - nam też. Pusty autobus przejechał po przejeździe, wspiął się na szosę i zatrzymał. Wszyscy rzucili się do autobusu i wszyscy wsiedli. No może nie wszyscy bo dla mnie i dla mojej matki miejsca już nie było, drzwi się nawet nie bardzo chciały domknąć. Kierowca się zezłościł, kazał wszystkim wysiąść i najpierw kobieta z dzieckiem czyli my mieliśmy wsiąść. Zadowoleni ci pasażerowie to nie byli dlatego pewnie matka siadła ze mną przy samym kierowcy. Autobus jak się okazało po takim przewietrzeniu wnętrza mógł pomieścić wszystkich pasażerów i ruszyliśmy.
Kierowca opowiedział historie jaka mu się przydarzyła. Jechał nie tak dawno na tej samej trasie i między przystankami zatrzymywała autobus kobieta z małym dzieckiem - nie zatrzymał się, nawet nie zwolnił ale nie przejechał nawet 200 metrów jak mu dętka w kole wysiadła. Chciał nie chciał zatrzymał się, dobiegła uradowana ta kobieta dziękując, że się zatrzymał bo ona z tym dzieckiem to musi natychmiast dostać się do szpitala bo coś mu się w oko wbiło a następny autobus to będzie za wiele godzin.
Wymiana koła nie trwała długo i kobieta dzięki przypadkowi dojechała w porę do szpitala. Od tamtego wydarzenia kierowca ten był szczególnie uczulony na kobiety podróżujące z dzieckiem.
Przypadek to jest wtedy gdy Pan Bóg chce być incognito.
SJS

Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego