Skarb - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Skarb

Opowiadania

Skarb

W latach pięćdziesiątych jeszcze wielu ludzi nie miało dowodów tożsamości i swojego miejsca w którym mogli mieszkać na stałe i czuć się bezpieczni. W czas żniw przynajmniej kilku takich "bez przydziału" ludzi, mężczyzn i kobiet, najczęściej w starszym wieku, zaniedbanych i chyba niezaradnych przechodziło przez wieś. Czasami zachodzili do domów prosząc o jedzenie, czasami próbowali gdzieś rozpalić ognisko i coś sobie upiec.
Nie byli zbyt mile przyjmowani. Ludzie we wsi bali się czy czegoś nie ukradną, czy nie zaprószą gdzieś ognia a i władze podchodziły do tych bezdomnych jednoznacznie - kazały zgłaszać milicji. Ponieważ czas między zgłoszeniem a przyjazdem to był dzień, dwa więc najczęściej "ci wojenni" już sobie dalej poszli.
Dlaczego mówię o nich "wojenni"?
Sądzę, że większość z nich straciła domy, bliskich w czasie wojny, oni zachowywali się często jak by wojna wciąż trwała, po reakcjach ich było widać że mają za sobą bardzo złe przeżycia - większość z nich w mniejszym lub większym stopniu była "nienormalna" i nie z wyrazu twarzy to wynikało ale z zachowań.
Ci którzy mieli jeszcze siły i rozum aby być
przydatnymi w gospodarstwie jeśli byli uczciwi i pracowici najczęściej znajdowali przynajmniej na kilka lat kąt u bogatych gospodarzy w zamian za jedzenie i pieniądze na machorkę.
Szczególnie w pamięci zachował mi się jeden taki wędrowiec. Był spokojny, chyba nawet zrezygnowany - na plecach miał duży tobołek. Ktoś ze wsi zatrzymał przejeżdżający radiowóz z milicjantami i ci chcąc nie chcąc zainteresowali się nim a dokładnie to jego tobołkiem. Zaciągnęli wędrowca za stodołę i zaczęli rozwijać szmatki tobołka.
Tobołek był jak cebula, pod wierzchnią szmatą, była szmata następna i następna. Obok milicjantów rósł stos szmat i szmatek a my zza rogu stodoły podglądaliśmy co też ci milicjanci robią.
W końcu gdy tobołek zmniejszył się do wielkości gołębia, źli jak nie wiem milicjanci rzucili go na ziemię i klnąc poszli do samochodu.
Podbiegliśmy do tej pozostałości po tobołku i oczywiście któryś zaczął rozwijać dalej te szmatki.
W końcu po rozwinięciu kolejnej szmatki ukazała się naszym oczom zawartość tobołka - pędzelek do golenia, taki zwykły już dobrze zużyty pędzelek.
To był cały majątek tego wędrowca.
SJS

Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego