Melony - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Melony

Opowiadania

Melony

Melony, kawony, banany, pomarańcze, ananasy - dziś w każdym dużym sklepie spożywczym można kupić ale w czasach gdy chodziłem do szkoły podstawowej to o bananach wiedziałem tyle, że na skórce od nich można się przewrócić, o ananasach to wiedziałem, że to są takie niegrzeczne dzieci, najczęściej chłopcy zresztą tak byli określani.
Melony to wyhodowała nasza nauczycielka w jakimś zakątku ogrodu do którego myśmy nie mieli dostępu bo inaczej to by raczej nie dojrzały - przecież trzeba by było zobaczyć co to takiego rośnie. Wyhodowała, pokroiła na kawałki i dała nam pokosztować - do dziś ten smak pamiętam. Ponieważ to była wiejska szkoła to nas przygotowywano na to abyśmy byli rolnikami - takim nowoczesnymi rolnikami. Nauczycielki prowadziły naszymi rękami duży eksperymentalny ogród. Były tam zioła, proso, sorgo, rącznik a ponieważ w Moskwie kukurydzę siali to i w Rębkowie obok szkoły też rosła.
A co ma wspólnego to że Moskwie siali kukurydzę z Polską?
W Moskwie nie siali oczywiście kukurydzy tylko "zalecali" a te zalecenia to tak gorzej niż rozkaz a i w Polsce też wielu słuchało i siało.
Te eksperymenty to siano i sadzono oczywiście wiosną - pory siewów w Polsce całe szczęście w Moskwie nie zmieniono. Wtedy nie zmieniono, bo z tego co się później dowiedziałem to wcześniej potrafili i z terminami i miejscem upraw eksperymentować. Ponoć źle to im wychodziło. Zupełnie jak w tej krainie do której Guliwer zawędrował - wszystko tam było po nowemu. Nawet młyny wodne na wzgórza zostały przeniesione a ponieważ woda zdecydowanie nie lubi płynąć pod górę to wodę do tych młynów ludzie nosili - jak po nowemu to po nowemu, a co?
Wyznaczono nam grządki. Mogliśmy się do tych ogródków dobierać po dwóch. Ja miałem mieć grządkę z Wawrzyńcem. Gdy nauczycielka nas zapytała co chcemy hodować to oczywiście obaj zgodnie stwierdziliśmy, że melony. Dostaliśmy więc nasiona melonów.
Do wakacji nawet zaglądaliśmy na tę naszą grządkę ale jak tu wyrywać chwasty jak nie wiemy jak wygląda melon - to tak na wszelki wypadek tylko perz z grubsza usuwaliśmy - melony są takie smaczne.
W wakacje jest tyle do zrobienia, dwa trzy razy dziennie trzeba sprawdzić czy woda w rzece jest ciepła, czy jeszcze gdzieś jakiś hełm z czasów wojny nie jest używany do karmienia kur, czy rowerem da się przejechać przez wodę, czy ze sztachet można zrobić samolot albo procę z gumy co to sprzedawali nie wiadomo dlaczego jako wentylki do rowerów. Na sprawdzanie grządki z melonami zupełnie nie było czasu - to przecież oczywiste.
Wakacje minęły nie wiadomo dlaczego strasznie szybko - pierwszego dnia w szkole każdy miał się pochwalić swoją grządką. Chyba wszyscy już znaleźli swoje kawałki ziemi którymi mieli się opiekować tylko my z Wawrzyńcem zgubiliśmy swoją działkę - bo przecież na naszej działce rosną melony, melony są duże i słodkie a w miejscu gdzie chyba sadziliśmy melony rosną jakieś chwasty tak prawie równe z nami.
Niestety - z trudem ale dotarło do nas, że ten całkiem zaniedbany kawałek ziemi to właśnie nasza działka! Tak do końca to uwierzyliśmy w to po rozchyleniu chwastów- na ziemi leżały małe jak włoskie orzechy, zagłuszone przez chwasty melony.

SJS
Na zdjęciu - Grzesiek, Jurek, Wawrzyniec i Jacek
Około 1956 roku - czas melonów.


Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego