Kanarki - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Kanarki

Opowiadania

Kanarki małego Stefana
W domu dziadków były kanarki. Jak mi się wydawało były tam "od zawsze". Jeśli coś jest już wtedy gdy my wchodzimy w życie to znaczy, że to było "od zawsze" czyli było przed nami.

Kanarki na wsi?
W latach pięćdziesiątych?
Tak, one były tam o wiele wcześniej - one były tam już ponad czterdzieści lat.
Przecież kanarki tyle nie żyją - to prawda - to było kolejne już pokolenie kanarków.
W naszej rodzinie która z linii ojca mieszkała na wsi przyjęto zasadę - gospodarstwo poniżej czterech hektarów nie da rodzinie utrzymania. Więc gdy do podziału ziemi było więcej dzieci niż tych hektarów co dają wyżyć ziemię dostawała tylko część a reszta szła do miasta uczyć się zawodu.

Do Garwolina?
Nie - do Warszawy. Garwolin sto lat temu miał bardzo ograniczoną "chłonność" ludzi z poza miasta. To w tamtych czasach używano określeń - krzoki i ptoki. Tak było gdy w Garwolinie szyldy były po polsku i po rosyjsku i tak było gdy zniknęły te rosyjskojęzyczne napisy.
A co to za słowa których nie ma w słowniku?

Zniekształcone, gwarowe określenia dla tych co od zawsze mieszkali w Garwolinie i na tych co do Garwolina "przyszli". Ten podział jeszcze w latach sześćdziesiątych był zauważalny a więc wtedy gdy ja już mieszkałem w Warszawie a mój ojciec który jest bohaterem tej historii szykował się już na emeryturę.
Kanarki pojawiły się u moich dziadków jeszcze przed Wielką Wojną. Bracia dziadka Antoniego czyli stryjkowie dla mojego ojca który miał wtedy dziesięć lat mieszkali w Warszawie. Z małym Stefanem który za trzydzieści pięć lat miał być moim ojcem dziadek Antoni pojechał do Warszawy. Szli razem ze stryjkami Nowym Światem, chwilę się zagadali - patrzą gdzie mały Stefanek a jego nigdzie nie ma. Niedobrze. Wracają skąd szli - patrzą a przy szybie sklepu ze zwierzętami stoi zguba. Nos rozpłaszczony na szybie żeby lepiej te cuda co tam w klatkach i akwariach trzymają widzieć i o bożym świecie dziecko zapomniało.

Nakrzyczeli że się zgubił?
Nie.
Co się najbardziej dziecku podobało?

Kanarki - i tak dziadek wrócił na wieś do domu z klatką z kanarkami.
Dopiero chyba w 1957 roku kanarki nie przeżyły sprytnego kota co to potrafił wejść do klatki po niedomkniętych drzwiach do pokoju.
Wróciły do mojego domu jak Marta zachorowała. To było po następnych dwudziestu kilku latach. Kupiłem w tym samy
m sklepie co te pierwsze kanarki.
Czy są dzisiaj?
Jest jeden staruszek który ma już chyba dziesięć lat ale jak słońce zaświeci lub ktoś przyjdzie jeszcze potrafi pięknie zaśpiewać chociaż ma już kłopoty aby wejść na tą najwyższą poprzeczkę w klatce.
Dziadek lubił ptaki – jak się wieś w latach trzydziestych spaliła to powiedział: „co tam stodoła ale moje młodzioki......  .” - no tak, one jeszcze nie umiały latać.

SJS

Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego