Grzyby - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Grzyby

Opowiadania

Grzybobranie
Nie mogę usiedzieć w domu gdy grzyby w lesie akurat przypomniały sobie że czas na wysyp. Nawet jak mam wolne trzy, cztery godziny to też potrafię wybrać się 50-70 kilometrów do lasu na grzyby.
 Wysyp grzybów może trwać kilka dni, czasami kilkanaście, wyjątkowo trwa miesiąc a nawet dłużej czasami z nawrotami tak obfitymi, że nie tylko koszyki wypełnialiśmy ale i bagażnik samochodu. W tym samym lesie i w tym samym czasie w którym dobry grzybiarz może znaleźć cztery kubełki grzybów to zbieracz bez doświadczenia ledwie zapełni grzybami łubiankę.
Dlaczego tak się dzieje? Może to jest sprawa lepszego wzroku?
Też lecz nie tylko, ponieważ znane mi są przypadki ludzi na wpół ślepych którzy znając tajniki grzybobrania byli niedoścignieni w zbieraniu grzybów.
Więc w czym tkwi tajemnica sukcesu?
To nie jest jedna tajemnica a wiele
jednocześnie wykorzystywanych a przez lata gromadzonych informacji. Najważniejsze z nich to: - znajomość właściwości podszycia leśnego i drzew z którymi w mikoryzie współżyją grzyby, sposób chodzenia po lesie, wybór pory dnia (chociaż nie zawsze ma to znaczenie) i układ pogody przed grzybobraniem i w trakcie zbierania (opady, wilgotność, temperatura). Nie wspominam tu o znajomości grzybów, bo to jest sprawa oczywista.
  Fotografia  -  dwa koźlaki


Te wiadomości trzeba uzupełnić o dodatkowe bardzo przydatne uwagi, mianowicie - układ pogody (przed wysypem grzybów) może na tyle zmieniać miejsca występowania grzybów (nawet w obrębie jednego gatunku), że jeśli nie będziemy umieli przy każdym wejściu w las znaleźć aktualnego "klucza" do ustalania miejsc wysypu grzybów to zbiór może być nawet o połowę niższy niż wytrawnego zbieracza.
Na czym te zmiany występowania grzybów polegają? jak ustalić klucz do wyszukiwania grzybów?
To że grzyby najczęściej mają wysyp poszczególnymi gatunkami wie nawet początkujący grzybiarz lecz zmiany w podstawowym sposobie występowania grzybów w obrębie jednego gatunku są bez specjalnego zwrócenia uwagi trudne do wychwycenia.
 Przedstawię to na przykładzie podgrzybków. W zależności od układu pogody główny ich wysyp może występować w jednym z następujących miejsc: mech, wgłębienia gruntu, trawy, północna lub południowa strona drzew, krzewy i krzaki (także leżące pnie i gałęzie), paprocie, odkryte przestrzenie. Oczywiście do rzadkości należą sytuacje gdy występują one tylko w jednym z wymienionych rodzajów miejsc. Najczęściej można je znaleźć we wszystkich tych miejscach lecz ustalenie gdzie (w jakim podkładzie) występuje ich najwięcej umożliwia prawie dwukrotne zwiększenie zbioru dzięki ograniczenie poszukiwań do miejsc ich głównego wysypu.
Po czym poznać, że tym razem wysyp jest w takich a nie innych miejscach?
Po prostu już od samego wejścia w las szukamy grzyby na początku we wszystkich tych wymienionych miejscach że stopniowym przenoszeniem głównych poszukiwań na taki rodzaj podszycia i ukształtowania terenu gdzie grzybów występuje najwięcej i to jest właśnie ten “klucz” który za każdym grzybobraniem trzeba ustalać na nowo.
Mogą oczywiście zdarzyć się takie warunki pogodowe że wysyp rozłoży się dość równomiernie np. we wgłębieniach gruntu, w mchu, i krzakach ale wtedy możemy znacznie mniej uwagi poświęcić na przeszukiwanie paproci i traw, a to już daje wyraźny wzrost ilości zebranych grzybów bo czas przeznaczony na zbieranie wykorzystujemy optymalnie.
 Przeszukiwanie lasu równomiernie też daje efekty lecz różnica w ilości zebranych grzybów wtedy gdy umiemy wybrać te najlepsze miejsca na poszukiwania jest wyraźnie widoczna.
Co można radzić początkującemu grzybiarzowi dla którego każdy kawałek lasu jest taki sam jak i pozostałe?
Co może zrobić zbieracz który nie umie jeszcze dostrzec subtelnych różnic występujących nawet na przestrzeni kilku metrów w lesie?
Jest taki sposób który umożliwia dość skutecznie wybierać z całej powierzchni lasu te najbardziej wydajne miejsca. Czterysta, pięćset lat temu była taka powinność Zasada jest podobna jak w grze w okręty. Po znalezieniu pierwszego grzyba stawiamy koszyk (dla zaznaczenia miejsca - dobrze jeśli rączka koszyka ma jaskrawą barwę) i krążąc wokół koszyka i zbierając grzyby zapamiętujemy w którym rejonie wokół koszyka było ich najwięcej. Po dokładnym spenetrowaniu miejsca obok koszyka przestawiamy go właśnie w tym kierunku gdzie znaleźliśmy najwięcej grzybów. Koszyk przestawiamy tak długo (zawsze w kierunku największego zbioru) aż zabraknie grzybów i dopiero wtedy przechodzimy dalej w las szukając jednocześnie i grzybów i takiego samego miejsca (o takim samym podłożu) jak przy tym udanym zbiorze!
Dwa lata temu był taki wysyp że w lesie, tym rębkowskim lesie co za Podsadowcem się zaczyna to nawet po południu ludzi było tyle, że przez cały czas grzybobrania widziałem innych grzybiarzy i każdy z nich miał co zbierać. Radości z takich zbiorów co niemiara a i w zimę posiłki jest czym urozmaicić.
Czterysta, pięćset lat temu była taka powinność wsi dla dworu która w zależności od rejonu Polski nazywana była „tłoki” lub „gwałty”. Otóż szlachcic czy dzierżawca królewskiego folwarku mógł trzy razy w roku wezwać całą ludność wsi do świadczenia darmowej jednodniowej pracy. „Tłoki” były wykorzystywane na przykład przy zbiorze siana lub podczas żniw gdy ze względu na spiętrzenie prac i możliwość gwałtownego załamania się pogody potrzeba było wykorzystać wszystkie możliwe zdolne do pracy ręce nawet dzieci i staruszków.
Fot. Ładny?



A co ma ta powinność wspólnego z grzybobraniem?
Otóż wzywano wieś na „tłoki” także wtedy gdy był wysyp grzybów
dla zbierania grzybów! Dzięki zachowanym dokumentom w których są zapisane powinności wsi wiemy jak ważne w jadłospisie naszych przodków były grzyby.
Dziś już nikt ludzi z wiosek nie wzywa na „tłoki” aby zbierać grzyby - to już nie powinność, to przyjemność dlatego właśnie w lesie zdarza się, że spotykam znajomych których nie widziałem wiele miesięcy a czasami nawet wiele lat. Pewnie dlatego, że to grzyby decydują o tych leśnych spotkaniach.
 Kilka lat temu w lesie między Łucznicą a Krystyną spotkałem starszego jak to mówią jeszcze przedwojennego Pana. Ponieważ interesuję się historią a zwłaszcza historią ostatniej wojny zapytałem go czy zna jakieś ciekawe wydarzenia z tamtego okresu.
 Zasępił się, chwilę milczał i opowiedział historię która mimo, że miała miejsce prawie pół wieku temu jemu nie dawała spokoju. W ostatnim roku wojny w tym lesie partyzanci wzięli do niewoli kilku żołnierzy Wermachtu. Wypuścić ich nie można było bo widzieli i twarze i uzbrojenie i miejsce postoju partyzantów. Trzymać ich nie było jak bo jak w lesie jeńców upilnować i zachować możliwość szybkiego odskoku w razie zagrożenia czy konieczność zaatakowania nieprzyjaciela.
Wojna ma swoje okrutne prawa
postanowiono jeńców rozstrzelać bezpieczeństwo oddziału jednak najważniejsze. Jeden z jeńców mówił dobrze po polsku i błagał aby go nie zabijać ale ten starszy Pan opowiadał, że zabito wszystkich i tego Ślązaka wcielonego do armii niemieckiej też.
Nie zabito go
powiedziałem mój wujek zaryzykował. Ten młody żołnierz pokazał list pisany przez jego ojca z Auschwitz, z obozu. Ojciec tego żołnierza był więźniem Auschwitz. Franek czyli mój wujek wziął chłopaka do siebie do domu. Edek - bo tak miał na imię ten żołnierz pochodził z Rybnika obiecał, że nie ucieknie i nie zdradzi wujka. Ukrywali go w domu przez kilka miesięcy. Kiedy jeszcze byli Niemcy i kiedy weszli Sowieci   i od jednych i od drugich by była „czapa” i dla Edka i dla wujka i rodziny.
Chłopak przeżył i jak się uspokoiło pojechał w rodzinne strony.
Minęło kilka lat i wujek był przejazdem w Rybniku. Pamiętał adres tego chłopaka. Postanowił zobaczyć kogóż on tak naprawdę ukrywał. Koniec maja to był, ciepły koniec maja. Znalazł wujek uliczkę, idzie, szuka numeru i słyszy jak ktoś pięknie gra na pianinie. Podchodzi bliżej a tu przez otwarte okno widzi Edka, tego uratowanego
to on grał na pianinie.
„No wszystko o sobie opowiadałeś a o tym że tak pięknie grasz nic nie mówiłeś” - powiedział z wyrzutem wujek. Widać czas wojny zmienia to czym należy się chwalić a czym nie.
Okazało się, że wtedy w 1944 roku, rodzina Edka już go opłakała bo dostali urzędowe zawiadomienie o śmierci syna. Jaka był radość gdy wrócił cały i zdrów nie muszę mówić.
Ucieszył się także ten starszy Pan w lesie gdy usłyszał ode mnie jak zakończyła się sprawa tego żołnierza Wermachtu która go tak dręczyła, tego żołnierza co po polsku prosił o życie.

SJS


Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego