Drzewa - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Drzewa

Wiersze > moje wiersze

Drzewa w Łazienkach
Szum miasta cichnie w parku, w drzewach,
A drzewa nic, i nic i nic
Bo wiatr im przecież w liściach śpiewa
Pieśń starą, starą pieśń bez słów.
Mrucz sobie miasto, bezsilnie mrucz.
Konary drzew park objąć pragną
Szerzej i więcej co rok, co rok
I w tym wyścigu niektóre padną
Następne dalej wędrując garną
W podcienie drzewa przestrzeni mrok.
Czasu złudzenie zatrzymanego
Niech cię nie zmyli, mój gościu tu.
To tyś nietrwały, a nie te drzewa
Pamiętaj o tym spójrz w prześwit nieba
To wszystko będzie, przeminiesz ty.
Korzenie drzew jak łapy smoka,
Trzymają ziemię w objęciach swych.
Ziemia, korzenie, pnie starych drzew
A ponad nimi ramiona czarne
Dźwigają liści i wiatru śpiew.
Noc wraz z cieniami w park się wkrada
Sączy, wypełnia chłodem aleje
A drzewa rosną, rosną i rosną
Rośnie wraz z nimi w gałęziach zmrok
A wraz z drzewami park ogromnieje.

Dzika  jabłoń

Z siekierą przyszedł drwal do drzewa co złe jabłka rodzi
Było to wtedy gdy kwitło więc mu nie zaszkodził
Urzekło, drzewo drwala, szumem pszczół, zapachem, barwami
„Przeżyłaś jabłonko lat tyle więc ciesz się dalej wiosnami”.
Dobrze, że nie przyszedł jesienią gdy zły owoc jabłoń gubi
Wyrok byłby inny wtedy, a wiosną on jabłoń polubił
Pożytek z niej mają pszczoły, ludzi barwami urzeka
Jeśli ktoś jest uważny, spostrzeże jak czas przy niej szybko ucieka
Zgubiła jabłonka kwiaty, powoli je wiatr strącał,
Z pączków wyrosły listki w nieśmiałej barwie zieleni,
Powoli ubrały jabłoń w suknię, co chroni od słońca
Wiatr drzewem targał, deszcz moczył je aż do korzeni
Drzewo szeptało cicho: „kto los, kto los mój odmieni.
Uciec nigdzie nie mogę, nawet wiatr mnie nie przeniesie
Rosnę tu już od lat tylu i idzie kolejna jesień.
Ptaki co gniazda uwiły pisklęta już wychowały
Młode jak tylko latać się nauczyły gdzieś poleciały
A stare czasami usiądą, pokręcą się coś podziobią
I lecą dalej niepomne, że tu ich pisklęta  chroniłam od słońca”
Szu, szu, szumi, szeleści jabłoń – wysłuchaj mych żali do końca.     
SJS 4 styczeń 2008 godzina 9.45

Aleja lipowa

Na tym polu nigdy nie rosły lipy,
Ziemia zbyt uboga tu jest.
Piasek, wszędzie piasek, małe wisienki i droga.
Gdzie tu na lipy miejsce jest?
   Posadziłem wzdłuż drogi lipy.
   Dbałem by podlewać je.
   Tu deszcz zapomina padać
   Czasami miesiąc i dłużej bywa na polu źle.
Drzewa rosły powoli, czasem traciły pnie.
Wracały do życia w odrostach
Z jednego korzenia rosły
Cztery lipki, trzy, czasem dwie.
  Idę aleją lipową
  Zanurzony w zapachu kwitnących drzew,
  Czego mi jeszcze potrzeba?
  Szum pszczół dookoła i słychać ptaków śpiew.
Posadziłem zapach i szum,
Posadziłem gniazda i ptaki
Posadziłem cień i schronienie
Posadziłem szelest i spokój
SJS 20.02.2011

Sosna

Wyciągnęła sosna korzenie z ziemi
Przejść się na spacer chyba chce.
Lecz jakże sośnie iść po ziemi
Gdy musi ziemi trzymać się.
25.06.2011

EMIGRACJA

Wierzby podnosząc w górę rosochate ręce
Szły z wolna piaszczystej drogi brzegiem,
Szły tak od dawna posępnym szeregiem.
Widziały rzekę i krzyż na rozstajach
I zdziwionego chłopa co z wron zgrają
Dzielił się plonem pół na pół.
A wrony nad nimi krzyczały
To nasze pole i nasz plon
Dla nas pracuje ten stary chłop.
Siedział Chrystus przy wierzbowej drodze,
Wracał stamtąd dokąd wierzby szły
I nic nie rzekł, tylko smutny był.
Szły dalej wierzby, kołysząc się w rytm
Wiatru i górek po drodze,
Szły szukać szczęścia na jednej nodze.
Minęły wioskę, pola i las.
Stanęły nad stawem zarosłym, kołem
I uradziły odpocząć czas.
Odpoczęły troszkę,
Napiły się i poszły dalej,
Jak w bardzo złym śnie.
A wiecie skąd te wierzby tak szły?
Z kraju gdzie mówią:
Wierzby to my.         Warszawa Sadyba lato 1976

Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego