Austryjak - Rębkow - duża historia małej wsi

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Austryjak

Opowiadania

Rudy Austriak

Nie było by mnie na tym świecie. Wielokrotnie w życiu moich rodziców były takie sytuacje, że chyba tylko cudem przeżyli. W czasie okupacji karano śmiercią lub po prostu zabijano z tak błahych powodów które dziś młodzieży nie mieszczą się w głowie, że tak mogło być. Karano śmiercią za przechowywanie Żydów - już od 1942, jeńców radzieckich co zbiegli z obozów - to już po 1941 roku, za posiadanie radia, broni, maszynek do kolczykowania świń też a za niedostarczenie pełnego kontyngentu żywca na przykład gdy zabrakło 10 kilogramów można było "wylądować" w obozie pracy na kilka miesięcy.
Zdarzały się przypadki zabicia chłopa na drodze który nie zdjął czapki przed przejeżdżającymi Niemcami. Mojego wujka Pietrzaka i jego kolegę Wrześniaka 11 listopada  1940 roku Niemiec po prostu wyprowadził z kawiarni w Garwolinie i zastrzelił.
Za co?
Bo krzywo na Niemca patrzyli - leżą razem pochowani w jednej mogile na cmentarzu w Garwolinie. Łatwo było zginąć - trudno było przeżyć.

Radia Niemcy kazali zdać - po co ludzie mieli mieć nadzieję, że nie cały kontynent Hitlerowcy już podbili. Radio Londyn dodawało otuchy także wtedy gdy sami Anglicy byli w tarapatach. Przecież prawie 80% benzyny w samolotach Luftwaffe które atakowały w czterdziestym Anglię to była benzyna Sowiecka - tak się wspierali dwaj bandyci Hitler i Stalin. Ciężkie czasy- bardzo ciężkie. Nawet sobie nie zdajemy często sprawy że po tylu latach ciągle tamte wydarzenia jeszcze mają wpływ na nas i nasze życie.
Ojciec radia nie zdał - nie zdał i już. Z nasłuchu nawet biuletyn próbowali wydawać aby więcej ludzi wiedziało co się dzieje. Ktoś jednak doniósł Niemcom i przyjechało Gestapo z Garwolina. Nawet wiedzieli gdzie trzeba szukać - od razu poszli do stodoły - dobrego mieli informatora. Radio było nad oborą. Można tam było wejść tylko po drabinie. Wśród Gestapowców był rudy Austriak - on wykazywał się szczególnie - wszędzie wchodził pierwszy, zaglądał do każdego kąta, miał dużą wprawę jak dobrze wyszkolony pies.
Podstawił drabinę na oborę, wszedł a za nim chciał wejść oficer wyższy od niego stopniem. Austriak powiedział do tego oficera aby nie wchodził bo tam strasznie brudno, tyle pajęczyn, kurzu - tylko swój mundur ubrudzi a mundury mieli ładne - to im trzeba przyznać.
Moja matka wiedziała gdzie jest radio, stała przed oborą z dziećmi i myślała aby tylko śmierć była lekka. Austriak zszedł z obory i mówi, że tam nic nie ma. Cud czy co - radio ktoś zdążył przed rewizją wynieść? Niemcy odjechali.
Matka weszła na oborę a tam radio na samym wierzchu - Austriak po prostu uratował moim rodzicom i dziadkom życie.
I to był Gestapowiec!
============================
17 października 1943 roku w wiele miesięcy po tej rewizji, ojca jednak Gestapo aresztowało i już nie radio było powodem. Aresztowali w tym dniu jeszcze 25 osób. Uznano ich za zakładników - tak obwieścił w Garwolinie radca szkolny Maks Muller. Pięciu z aresztowanych rodziny zdołały wykupić między innymi Zbigniewa Michalika i Andrzeja Kapicę. U nas w domu poszło na ten cel całe złoto jakie w rodzinie można było zgromadzić i ojciec wrócił do domu. Rodzina Zbyszka Michalika nie zebrała całej wymaganej przez gestapo kwoty, cześć tylko wpłacili więc gestapowiec zażyczył sobie aby ojciec poszedł do aresztu za syna co miało gwarantować otrzymanie reszty okupu. W dzień czy dwa później przyjechało gestapo z Warszawy - gestapowca łapówkarza zdjęto ze stanowiska i chyba wysłano na front wschodni. Zwolnionych próbowano aresztować ponownie ale przez kogoś ostrzeżeni zdołali się w porę ukryć.
Tych 21 gestapo zabrało do Warszawy. Dziesięciu z nich rozstrzelano w dniu 12 listopada w tym ojca Zbyszka Michalika, Stanisława. W Garwolinie w dwa dni później wywieszono informujące o tym obwieszczenie.
Dla mojego ojca przyszedł czas ukrywania się. Prawie rok jeszcze Niemcy decydowali na tym terenie kto ma prawo do życia a kto nie.
Jak wyglądało życie w czasie okupacji? Może jako przykład podam co się działo w okolicach Garwolina tylko w tym jednym miesiącu w październiku 43 roku:

  • pierwszego - aresztowanie pięciu osób na poczekalni na Stacji Garwolin,

  • siódmego - na Wilkowyji Niemcy zastrzelili 11 osób,

  • tego samego dnia w Garwolinie zatrzymano czterdzieści osób z których 28 wysłano na roboty do Niemiec,

  • jedenastego - aresztowanie w Augustówce pięciu osób,

  • dwunastego - na Lisich Jamach rozstrzelano pięć osób w tym dwie kobiety,

  • czternastego - w Augustówce zastrzelono dwóch mężczyzn,

  • siedemnastego -aresztowano 25 osób w tym mojego ojca,

  • 18-19 aresztowania w Augustówce,

  • dwudziesty drugi - Niemcy otoczyli Parysów zatrzymano dziesięciu mężczyzn i jedną kobietę,

  • dwudziesty siódmy - ponownie na stacji Garwolin aresztowania - tym razem 12 osób,

  • dwudziesty ósmy - też stacja - aresztowanych wywieziono do Warszawy,

  • tego samego dnia - żandarmi zatrzymali we wsi Choiny mężczyzn jadących wozem - znaleziono na wozie 13 kg mięsa i 100 kg żyta - wszystkich zastrzelili.


Jak można było się ukrywać?
Bez pomocy rodziny było to prawie nie możliwe. Zimy były bardzo ciężkie i próby spania w stodole czy w stogach mogły się skończyć zamarznięciem. Nawet oddech zdradzał miejsce ukrycia nie mówiąc o kaszlu a o przeziębienie było bardzo łatwo w takich warunkach. Dlatego po kilku nocach przespanych w chłodne dni przez ojca w stodole zdecydowano aby w domu zrobić skrytkę.
Piec w domu miał taki chyba czterdziesto-  centymetrowy występ o długości około półtora metra. Przystawiono do tego występu szafę, nad szafą wykonano niby ściankę i nawet ci którzy bywali w tym domu wcześniej nie mogli się zorientować, że tam jest skrytka.
Ciasno tam było, można było leżeć tylko na boku a i na wyprostowanie nóg nie było tam miejsca ale było ciepło, jedzenie było na zawołanie a jak było spokojnie to przecież można było "pomieszkać" jak za dawnych normalnych czasów. Ojciec do skrytki wchodził po odsunięciu tylnej ścianki szafy - czyli po prostu przez szafę.
Już wiosna była jak przyjechało gestapo - ktoś jednak znów doniósł - rewizja, obmierzanie domu ale po zewnętrznej - tak się wycwanili przy poszukiwaniu ukrywanych żydów. Ojciec był w schowku. Słyszał i rozumiał co mówią - znał niemiecki.
Co czuł, co myślał?
Nie wiem.
Skrytki nie znaleźli a i sołtys w tym czasie przyjechał z wódką i kiełbasą i zaprosił Niemców na sznapsa - w ten sposób udało się ich odciągnąć.
Był to jednak sygnał ostrzegawczy, że trzeba znaleźć inny miejsce na ukrywanie się i tak ojciec znalazł się w Warszawie.
To w Warszawie było łatwiej się ukrywać?
Jeśli ktoś miał aryjski wygląd, trochę pieniędzy i rozumu oraz dużo szczęścia - to tak. Nie było wtedy komputerów, tak sprawnego przepływu informacji jak teraz i jeśli ktoś nie doniósł to dawało się przeżyć.
"W okupację Warszawa była wesoła!" - powiedział do mnie starszy człowiek z którym leżałem w latach dziewięćdziesiątych w szpitalu w Warszawie na Czerniakowie.
"Jak to? Przy tak licznych egzekucjach, łapankach, ciągłym zagrożeniu?"
nie wytrzymałem.
"A no, na przekór okupantowi, na przekór czyhającej śmierci bawiliśmy się, byliśmy młodzi i chcieliśmy żyć"
Ot inne oblicze czasów okupacji.

SJS
Wrześniak i Pietrzak zostali zamordowani 11.11.1940 roku przed kawiarnią w Garwolinie przez Niemca który znał język polski. Ponieważ był to dzień w którym przypadała kolejna rocznica uzyskania niepodległości przez Polskę jest prawdopodobne, że rozmawaili na ten temat nie wiedząc, że Niemiec rozumie co mówią. Jednak bez względu na to co by nie mówili to wyprowadzenie ich przed kawiarnię i zastrzelenie świadczy o wyjątkowym zbydlęceniu Niemca.
Co ciekawe Niemcy wdowie po Pietrzaku próbowali zrekompensować "wybryk" kolegi ale to już inny temat.
Zdjęcie Pietrzaka na wycieczce w góry - pierwszy po prawej.


Jesteś Na bloga liczniki osobą na tej stronie.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego